Wyprawa do Czarnogóry i Albanii (impresje)

Świtem, w niedzielę 11 września, po Mszy Świętej sprawowanej przez ks. proboszcza Jerzego Ważnego, o godzinie trzeciej wyruszyliśmy w podróż po Bałkanach. Już w drugim dniu zwiedzaliśmy Mostar, ze słynnym Starym Mostem z XVI wieku, z którego śmiałkowie (za odpowiednią opłatą) skaczą do rzeki Neretwi (30 m). Nawiedziliśmy kościół Ojców Franciszkanów, którzy w latach osiemdziesiątych opiekowali się ?widzącymi? dziećmi w Medjugorie. Tutaj, w Mostarze, dobitnie odczuliśmy skutki wojny bałkańskiej (z lat dziewięćdziesiątych XX wieku) po wejściu do parku miejskiego, który stał się cmentarzem. Nagrobki muzułmanów (białe płytki) i chrześcijańskie sąsiadują ze sobą. Widok takich cmentarzy jest stałym, smutnym elementem krajobrazu Serbii, Bośni, Hercegowiny, Czarnogóry, Macedonii i Chorwacji. Poruszające są też ślady kul widoczne na budynkach.
Z Mostaru udaliśmy się do Medjugorie, co było dla nas wielkim przeżyciem, szczególnie, że w tym dniu przypadało liturgiczne wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi (imieniny Matki Bożej).

Albania

Trasa do Czarnogóry, po Czarnogórze i Albanii dostarczała niezapomnianych widoków: malownicze doliny rzek w otoczeniu gór, serpentyny w Górach Dynarskich wśród szmaragdowych lasów z mieszaniną drzew iglastych i liściastych, ale też z florą naskalną. Podziwialiśmy piękną przyrodę, ale także kunszt motoryzacyjny naszych kierowców: pana Mariusza i pana Arkadiusza, którzy prowadząc pewną ręką autokar nieco pokpiwali z naszego lęku wysokości.

W Czarnogórze zwiedziliśmy dwie perły kulturowe tego regionu: Kotor i Perast. W Zatoce Kotorskiej można podziwiać piękny port z jachtami i katamaranami, kilkupiętrowymi, gigantycznymi promami wycieczkowymi po jednej stronie bulwaru, a po drugiej stare, klimatyczne, handlowe miasto Kotor, z wieloma zabytkowymi budowlami: katedrą św. Tryfona, patrona miasta, weneckimi pałacami, wieżą zegarową i średniowiecznym pręgierzem. Do miasta wchodzi się przez bramę, która oddziela te dwa światy. Imponują fortyfikacje na skałach masywu Lovcen.

Bardziej cichy jest urokliwy Perast, z gmachem najstarszej Szkoły Morskiej, kościołem św. Marka (podobnym do weneckiego) i pałacami ? willami dawnych żeglarzy ? kapitanów okrętów. W niewielkiej odległości od Perastu widnieją dwie wysepki. Naturalna wyspa Svety Juraj (Święty Jerzy), z dawnym XII wiecznym opactwem benedyktyńskim i XIX wiecznym cmentarzem bywa nazywana ?wyspą umarłych?. Druga wyspa jest sztucznie usypana, z kamieni i starych zatapianych tu łodzi utworzono powierzchnię 3030 metrów kwadratowych. Popłynęliśmy na tę wyspę łodzią, aby nawiedzić sanktuarium Matki Boskiej na Skale pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wnętrze świątyni jest wspaniałą pinakoteką z 68 obrazami umieszczonymi na sklepieniu i ścianach bocznych. Piękne, kolorowe malowidła pochodzą z początku XVIII wieku są dziełem domorosłego malarza Tripo Kokolji tworzącego pod wpływem stylu weneckiego. Przedstawiają sceny z życia Maryi, Jezusa, proroków, Ewangelistów i Ojców Kościoła. Wszystkie obrazy znajdują się w różnokształtnych, drewnianych ramach. Rzędy obrazów na ścianach bocznych rozdziela fryz z dużą liczbą srebrnych tabliczek wotywnych ufundowanych przez ludzi morza, proszących i dziękujących za opiekę podczas żeglugi. Te tabliczki to swoiste dzieła sztuki z wygrawerowanymi wizerunkami żaglowców (tartanów, brygów, karaweli). Obraz Matki Bożej na Skale znajduje się w ołtarzu głównym pod marmurowym baldachimem, w otoczeniu dwu półtorametrowych figur: św. Jana Ewangelisty z orłem i św. Rocha z psem i laską pasterską. Obraz ten powstał w II połowie XVI wieku i jest dziełem Martinova Dobriczewicia z Kotoru. Matka Boska siedzi na księżycu ubrana w jaskrawoczerwoną suknię i niebieski płaszcz. Wpatruje się w trzymane na prawym ręku dziecko w białej sukni, błogosławiące prawą ręką a w drugiej trzymające jakiś rulon. Ta świątynia i ten obraz trwale zapisały się w naszej pamięci. Sanktuarium przyciąga licznych wiernych, którzy organizują uroczyste procesje, regaty i przynoszą liczne dary dziękczynne za otrzymane łaski za przyczyną Matki Bożej. Te dary są eksponowane w przylegającym do kościoła muzeum ze zbiorami obrazów statków, ceramiką, rzeźbą i przedmiotami użytkowymi. Funkcjonowanie tego sanktuarium jest bliskie naszej polskiej pobożności.

Niezwykle interesujące było zwiedzanie Starego Baru, z kamiennego miasta z twierdzą z VII wieku i podziwianie starego drzewa oliwnego liczącego ok 2000 lat. Nasz miejscowy przewodnik, hodowca oliwek, z wielką kompetencją i pasją opowiadał o tych, niemal kultowych drzewach, które nobilitują każdą posiadłość w Czarnogórze.

Ze Starego Baru wyruszyliśmy do Albanii, mało znanego kraju ogromnych kontrastów przyrodniczych: góry-morze; ekonomicznych: bogactwo-bieda; religijnych: meczety i cmentarze islamskie obok nagrobków ?świeckich? i bardzo nielicznych cerkwi. Nas zdumiewał widok wieżowców, obok których pasły się owce, kozy, rosły chwasty i zalegały śmiecie. Także Saranda, w której przebywaliśmy 6 dni, położona w niedalekiej odległości od granicy z Grecją, jest miastem kontrastów. Nowoczesne kurorty i hotele sąsiadują z placami budowy lub miejscami pod zabudowę. Mieszkaliśmy w hotelu Blue Sky, trochę oddalonym od głównej promenady nadmorskiej, korzystaliśmy z pobliskiej plaży (z kamyczkami) i krystalicznie czystego morza. Z Sarandy wyjeżdżaliśmy na wycieczki do różnych ciekawych miejsc. Albania, w której żyją potomkowie Ilirów , licznych osadników i zaborców: Greków, Rzymian, Turków, Bułgarów, zachowała własny język należący do iliryjskiej grupy językowej (wymarłej) i własną kulturę, którą mogliśmy podziwiać w wielu miejscach.

Bardzo interesująca okazała się wyprawa do ?albańskiego Krakowa?, miasta Kruja, piętnastowiecznej stolicy państwa albańskiego. Autokar pokonywał serpentyny, wspinając się wśród lasu piniowego i gajów oliwnych, by dotrzeć do amfiteatralnie rozłożonego miasta na zboczu pasma górskiego Ligenit-Kruja. Nad miastem góruje historyczny zespół twierdzy z wieżą, otoczony częściowo zachowanymi murami obronnymi. Stąd mogliśmy podziwiać okolicę z ?lotu ptaka? i górskie otoczenie miasta. Podobno można stąd zobaczyć odległą o 20 km Tiranę (ja jej nie dostrzegłam, niestety). Oprócz historycznych pozostałości dawnej twierdzy zobaczyliśmy monumentalny, wystylizowany zamek Skanderbega, zbudowany z białych kamieni. Projekt tej budowli przygotowała Panvera, córka dyktatora komunistycznego Envera Hodży, która także nadzorowała prace budowlane; rekonstrukcję ukończono w 1982 roku. Znajdujące się w tym zamku muzeum Skanderbega obrazuje historię i kulturę Albanii. Monumentalne obrazy przedstawiają historię plemion iliryjskich, praprzodków Albańczyków, kulturę Albanii w XV wieku w czasach Skanderbega, a nade wszystko zwycięskie wojny z Turkami, które wygrywała armia albańska pod wodzą tego bohatera. To muzeum pozwala zrozumieć tradycje Albańczyków. Nie można mówić o Albanii bez osoby Skanderbega, tak ważnej dla nich jak dla nas Jan III Sobieski czy Kościuszko. Skanderbeg (1405-1468) pochodził z bogatego rodu Kastriotów. Jako syn możnowładcy był zakładnikiem wychowanym i wykształconym na dworze sułtańskim. Wkrótce został dowódcą, uzyskał wysoką rangę wojskową i tytuł Iskander Bey Arnanti (alb. Skënederben) czyli bej Aleksander, nawiązujący do Aleksandra Wielkiego. Wysłany do walki z Węgrami wypowiedział posłuszeństwo sułtanowi. Stał się wodzem Albańczyków, który wyzwolił kraj spod panowania tureckiego i odniósł wiele zwycięstw w walkach partyzanckich. Zmarł na malarię w 1468 roku, ale jeszcze przez 10 lat Albańczycy opierali się przeważającej armii tureckiej. Był podziwiany i popierany przez cały świat chrześcijański jako bohater walczący z islamem.

Kiedy Turcy zdobyli Albanię i odnaleźli grób Skanderbega to jego ciało wywieźli i potraktowali jako talizman przynoszący szczęście. Osoba i czyny Skanderbega były opiewane przez P. Ronsarda i A. Vivaldiego. Mit Skanderbega jest narodowym skarbem Albanii.

W Krui zobaczyliśmy i inne zabytki: łaźnię turecką z XVII wieku, meczet bektaszytów i grób derwisza. Dwa ostatnie obiekty stały się punktem wyjścia niezwykle interesującej pogadanki naszego pilota, p. Zbyszka, o islamie (szyitach, sunnitach i bektaszytach) oraz o derwiszach. Bektaszyci są sektą założoną w XIII wieku w Persji. Rozprzestrzeniła się ona w Persji, Turcji i Albanii. Po wygnaniu bektaszytów z Turcji w 1925 r. znaleźli oni schronienie właśnie w Albanii i podobno do dzisiaj 20% albańskich muzułmanów to bektaszyci.

Intelektualną przygodą była wycieczka do ruin antycznego miasta Butrint. Piękną eukaliptusową aleją weszliśmy w świat grecko-rzymski. Usytuowane wśród pięknej zieleni pozostałości dawnych budowli dają wyobrażenie funkcjonowania starożytnego, dobrze zorganizowanego miasta, ze świątyniami Asklepiosa i Minerwy, termami, agorą, gimazjonem i dobrze zachowanym amfiteatrem, gdzie odśpiewaliśmy kilka polskich pieśni. W mieście tym są także ruiny monumentalnej bazyliki chrześcijańskiej z zachowanymi arkadami i baptysterium. Przez tzw. Lwią Bramę (z bardzo dziwnym lwem!) weszliśmy na najstarszy fragment muru z VII w.p.n.e., na akropol. Obrazowe rekonstrukcje obiektów zamieszczone na trasie zwiedzania przybliżają oglądane obiekty.

Butrint odkryli w latach trzydziestych XX wieku Włosi, obecnie ten zespół kulturowo-przyrodniczy został wpisany na listę UNESCO.

U stóp masywu górskiego Tomor (ponad 2000 m), nad rzeką Osum, rozłożyło się miasto Berat, które składa się z zabytkowej części historycznej z tradycyjnymi domami albańskimi. W swojej wędrówce dotarliśmy do murów obronnych twierdzy kumulującej zabudowę o cechach iliryjskich i tureckich, z resztkami czerwonego meczetu i białego meczetu. Zaułki starówki są zamieszkane. O miasto walczył niegdyś Ali Pasza z Tepeleny, kontrowersyjny namiestnik sułtański. Atrakcją Beratu jest dzielnica Mangalen z tradycyjnymi domami na stoku górskim, z gęstą zabudową piętrowo usytuowanych domów z licznymi oknami i dlatego Berat bywa nazywany miastem ?tysiąca okien?.

Niezapomniane wrażenia pozostawiła wycieczka do Gjirokastry, położonej ok. 50 km od Saranady. W drodze przeżyliśmy Mszę Świętą sprawowaną przy małej cerkiewce w górach, słysząc głos dzwonków pasących się owiec i kóz. Kolejnym etapem było Niebieskie Oko Bałkanów, osobliwość przyrodnicza, źródło bijące z głębokości ok. 20 metrów. Piękna, o błękitnym i granatowym odcieniu woda usprawiedliwia tę nazwę, a legendy podpowiadają drugą nazwę: ?oko smoka?.

Gjirokastra, ze srebrnymi dachami budynków starego miasta pokrytymi kamiennymi łupkami, górującą twierdzę, domem Hodży, jest drugą albańską miejscowością (obok Beratu) mającą status miasta ? muzeum.

Potężna twierdza (400 m. długości i 80 m. szerokości) sprawia przygnębiające wrażenie. To tutaj mieściły się koszary i więzienia w dawnych czasach: za króla Zoga, okupacji włoskiej i niemieckiej i w czasach komunistycznych. Po wyjściu z zamku, na tarasie, podziwialiśmy starówkę, wieżę zegarową, estradę dla imprez plenerowych, a także symbol ?mocy? dyktatury Hodży: amerykański zardzewiały samolot T33, który wleciał na terytorium Albanii i został zmuszony do lądowania w 1957 roku.

Bardzo interesującym wydarzeniem była kolacja regionalna zorganizowana w pięknym zamku, na której bezpośrednio zetknęliśmy się z kulturą albańską (muzyką, tańcem i strojem). Najbardziej charakterystyczne części stroju męskiego to biała filcowa czapka w kształcie ściętego stożka, sukienne wyszywane spodnie przypominające parzenice naszych górali, biała płócienna koszula z szerokimi rękawami i bogato zdobiona, bajecznie kolorowa kamizela. Uzupełnieniem stroju jest kolorowy, ozdobny pas (przypominający nasze pasy szlacheckie), za który wkładano broń palną. Taki strój jest argumentem wykorzystywanym w dyskusji o wędrówce Wołochów, którzy podobno przywędrowali aż z Albanii i byli praprzodkami górali karpackich. Mogliśmy podziwiać i inną, południową wersję stroju (z regionów sąsiadujących z Grecją) w której mężczyźni noszą długie, pięknie pofałdowane, białe męskie spódnice do kolan i białe podkolanówki podwiązane kolorowymi sznurami z pomponami. Strój kobiecy to kolorowe spódnice, szeroko rozkloszowane i uzupełnione fartuchami.

Muzyka (instrumenty strunowe i szarpane, także dudy i fujary) towarzyszyła solowym śpiewom mężczyzn. Taniec, głównie solowy, kołowy imitował także różne scenki rodzajowe (np. weselne). Wspólny taniec w parach pochodzi dopiero z XIX wieku. My dość aktywnie braliśmy udział w tańcach inicjowanych przez gospodarzy, niektórzy panowie i śliczne młode Polki wzbudzały zachwyt tańcem i śpiewem.

Ostatnim miejscem zwiedzanym w Albanii była Tirana, stolica i największe miasto (ponad 600 tys. mieszkańców). Wjeżdżając, podziwialiśmy kolorowe, jaskrawe budynki odnowione z inicjatywy burmistrza Ediego Rama, byłego koszykarza, artysty malarza, które sprawiają wrażenie czystości i świeżości. Centrum Tirany jest plac Skanderbega z monumentalnym pomnikiem konnym bohatera. Obok na fasadzie Narodowego Muzeum Historycznego z 1981 roku znajduje się mozaika Albania ? alegoria państwa i narodu odzwierciedlająca historię narodu albańskiego. W głębi można podziwiać wysoką na 35 metrów wieżę zegarową z 1830 r. i meczet, który był w czasach reżimu komunistycznego jedynym obiektem sakralnym, dostępnym wyłącznie obcokrajowcom. Główna arteria miasta wiodąca w stronę Uniwersytetu Tirańskiego i placu Matki Teresy umożliwia spacer obok najbardziej reprezentacyjnych gmachów: siedziby Urzędu Rady Ministrów, pałacu prezydenckiego strzeżonego przez uzbrojonych gwardzistów. Po drugiej stronie ulicy widać niecodzienną budowlę w formie dużej piramidy, zaprojektowanej przez córkę Envera Hodży jako mauzoleum dla ojca (obecnie halę widowiskową i studio telewizyjne) oraz piękny, nowoczesny Pałac Kongresowy. Tirana jest miastem stosunkowo młodym, funkcję stolicy pełni od 1920 roku (wcześniej stolicą był Duresz), obecnie ma już charakter bardziej europejski niż bałkański.

Po pożegnaniu Tirany rozpoczęliśmy drogę powrotną do Polski z jednodniowym pobytem w macedońskiej Ochrydzie.

Jest to urocze miasto z rozlicznymi świadectwami starochrześcijańskimi. Przypuszcza się, że w swoich podróżach misyjnych dotarł tu św. Paweł. To tutaj znaleźli schronienie uczniowie Cyryla i Metodego po upadku misji wielkomorawskiej. Ochryda stała się wówczas centrum kultury chrześcijan, ?słowiańską Jerozolimą?. Dwa monumentalne pomniki apostołów Słowian upamiętniają ich zasługi.

W Ochrydzie utworzono nowy alfabet słowiański, na część Cyryla zwany cyrylicą, wzorowany na dużych literach alfabetu greckiego i elementach arabskich, którym do dzisiaj posługuje się cerkiew prawosławna. Z cyrylicy powstała tzw. grażdanka, alfabet rosyjski, serbski, bułgarski. Ochryda słynęła ze szkół ikonopisania i pięknych cerkwi, których było tu ponad 360. My z zewnątrz oglądaliśmy monumentalną cerkiew św. Zofii i piękną św. Jana z Kaneo. W Ochrydzie dobrze zachował się dwutysiącletni amfiteatr. Wielce interesująca była dla nas historia wytwarzania jedynych w swoim rodzaju pereł ochrydzkich, które ? zdaniem sprzedawców z butików ? wszystkie były ?prawdziwe?, albo przynajmniej równie pięknie jak prawdziwe. Zakup pereł stał się dla kobiet niemal przymusem wewnętrznym. Podróż po Bałkanach miała charakter pielgrzymki: codzienna Msza święta, śpiew Godzinek, odmawianie różańca i koronki do Miłosierdzia Bożego sprawiały, że przeżycia estetyczne i intelektualne nabierały charakteru duchowego. Dziękowaliśmy Panu Bogu za piękno przyrody, nasze doznania i modliliśmy się za Bałkany, aby koegzystencja ludów, kultur i religii była zawsze pokojowa, aby ?bałkański kocioł? już nigdy nie ?wrzał? nienawiścią.

Władysława Bryła