Święty Andrzej Bobola

bobolaLublin również należy do miast, które mają związek z kultem św. Andrzeja Boboli.

W 1933 roku, w kaplicy lubelskiego kolegium jezuitów ? obecnie szpital wojskowy ? złożono relikwię lewego ramienia bł. Andrzeja, którą dla podniesienia kultu, przekazał papież Pius XI. Na cześć Błogosławionego kolegium lubelskie nazwano ?Bobolanum?.

W miesiąc po kanonizacji, kiedy ciało Świętego przebywało jeszcze w Rzymie, a cała Polska przeżywała uroczystości związane z tym wydarzeniem 16 maja 1938 roku ulicami Lublina przeszła procesja z relikwiami ramienia Męczennika. Złożono je w kościele jezuitów przy ulicy Królewskiej, skąd trzy dniu później przeniesiono do ołtarza na placu przed katedrą. Tu odbyło się nabożeństwo dla mieszkańców Lublina.

Relikwie ramienia św. Andrzeja Boboli przekazano do Rzymu, po tym jak trumna z jego ciałem spoczęła w kościele przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie.

Nasza parafia ma także swój udział w szerzeniu kultu Świętego Patrona. Należy wspomnieć tu pielgrzymki do sanktuarium św. Andrzeja w Warszawie, odbywające się w latach 1988 i 1998. W minionym roku grupa parafian wędrowała szlakiem męczeństwa Świętego. Od września 1998 roku trwają comiesięczne nabożeństwa, które każdego 16 dnia miesiąca gromadzą w kościele czcicieli św. Andrzeja Boboli. Proboszcz parafii, 14 września 1999 roku, skierował prośbę o przekazanie cząstki relikwii Patrona. Spotkała się ona z pozytywną odpowiedzią i od 20 maja 2000 roku możemy cieszyć się obecnością Świętego w naszym kościele.

Święty Andrzej Bobola

Zwany był ?duszochwatem? i ?apostołem Pińszczyzny? przez tych, którzy go spotkali lub o nim słyszeli. Współcześnie mówimy święty, męczennik, patron – Andrzej Bobola. Dla niektórych może postać odległa, bo onieśmielająca aurą świętości i doświadczonym męczeństwem. Zakończyło ono życie z jednej strony zwyczajne – kapłańską codzienność wypełnioną posługą dla innych, z drugiej zaś niezwykłe, bowiem zwieńczone krwawą ofiarą z siebie. Powszedniość i świętość wyznaczają bieguny życia Andrzeja Boboli – człowieka jak wielu, zmagającego się z wadami i ludzkimi słabościami. Tego, który jest znakiem nadziei na świętość każdego z nas.

MIĘDZY WILNEM A PIŃSKIEM

?Przedziwny jest Bóg w świętych swoich.?
Abp Józef Kowalczyk

Zazwyczaj rozpoczynamy pisanie biografii od podania daty i miejsca narodzin. Choć wielu badaczy zajmowało się życiem Andrzeja Boboli, do dzisiaj nie mamy pewności co do tych, tak ważnych i podstawowych informacji. Nie zachowała się bowiem metryka Świętego, która przybliżyłaby okoliczności narodzin. Wiadomo jedynie, że przyszedł na świat między sierpniem a grudniem 1591 roku.

W dawnej Polsce istniała tradycja nadawania dziecku imienia patrona, w dniu którego nastąpiły narodziny. To pozwala przypuszczać, że Andrzej urodził się 30 listopada. Miejscem tego wydarzenia była Strachocina koło Sanoka. Ród Bobolów, z którego wywodził się ojciec Świętego – Mikołaj, należał do jednego z najstarszych w Polsce. Pieczętujący się herbem Leliwa, spokrewnieni z Tarnowskimi, wierni katolicyzmowi i oddani sprawom Ojczyzny wychowali syna w poszanowaniu wiary. W XV i XVI wieku należeli do szlachty średnio zamożnej, ale słynęli z hojności na cele religijne i dobroczynne. Brakuje danych na temat matki Świętego, nie jest znane jej imię, lecz można przypuszczać, że miała duży wpływ na religijne wychowanie syna.

Naukę rozpoczął Andrzej w 1606 roku w jezuickim kolegium w Braniewie. Przebywał tam pięć lat. Po pomyślnie zdanym egzaminie i krótkim okresie kandydatury został przyjęty do Towarzystwa Jezusowego w Wilnie (Prowincja Litewska). 10 sierpnia 1611 roku otrzymał strój zakonny i rozpoczął dwuletni nowicjat. W tym okresie podejmował różne zadania, które miały sprawdzić charakter przyszłego zakonnika. Pełnił rozmaite posługi w kolegium, pomagał w jednym z wileńskich szpitali, odbył pielgrzymkę żebraczą. We wszystkich tych miejscach nauczał prawd wiary i zasad życia chrześcijańskiego. Pozytywna opinia przełożonych o całym nowicjacie pozwoliła Andrzejowi 31 lipca 1613 roku złożyć śluby wieczyste ubóstwa, posłuszeństwa i czystości.

Po nich rozpoczął się w życiu młodego Boboli kolejny etap. Kanon wykształcenia w zakonie jezuitów zobowiązywał kleryka do zdobycia rozległej wiedzy filozoficznej i teologicznej. W związku z tym, po złożeniu ślubów, Andrzej przez trzy lata studiował filozofię. Zanim rozpoczął kurs teologii odbył, według panującego zwyczaju, praktyki pedagogiczne. Rok szkolny 1616/1617 spędził w kolegium jezuickim w Braniewie. Na kolejny został skierowany do Pułtuska, gdzie pełnił funkcję nauczyciela trzeciej klasy humanistycznej. Po tym nauczycielskim doświadczeniu rozpoczął studia teologiczne, początkowo na kursie niższym, a zdając 14 maja 1621 roku egzamin, przeszedł na kurs wyższym. W tym też czasie rodzina Bobolów starała się o przeniesienie syna do Prowincji Polskiej zakonu jezuitów. Mimo życzliwości ze strony przełożonych i wydania zgody, pozostał on do śmierci w Prowincji Litewskiej.

W trakcie czwartego roku studiów teologicznych, w życiu Andrzeja nastąpiły ważne wydarzenia. 18 grudnia 1621 roku otrzymał święcenia subdiakonatu, wkrótce po nich diakonatu. Dzień święceń kapłańskich przypadł na 12 marca 1622 roku i zbiegł się z kanonizacją Ignacego Loyoli, Franciszka Ksawerego, Izydora Oracza, Teresy od Jezusa i Filipa Nereusza, która miała miejsce w Rzymie. Przed młodym kapłanem stanęło jeszcze jedno, ostatnie wyzwanie – egzamin ad gradum z całości nauk filozoficznych i teologicznych. Odbył się on 26 lipca 1622 roku i wypadł niepomyślnie, co stanowiło duże zaskoczenie, bowiem dotychczasowe egzaminy kończyły się zawsze wynikami pozytywnymi.

Mimo niezdanego egzaminu Andrzej w zgodzie z obowiązującymi w Towarzystwie Jezusowym zasadami przystąpił do odbycia ?trzeciej probacji?, która miała na celu podniesienie gorliwości i przygotowanie młodych kapłanów do przyszłej pracy duszpasterskiej, zanim ostatecznie zwiążą się z zakonem przez publiczne śluby. Z tego okresu, który rozpoczął się 1 września 1622 roku w Nieświeżu, zachowała się opinia instruktora Filipa Frisiusa. Wynika z niej, że Andrzej przeszedł wszystkie przewidziane próby. Wykazał się zapałem w pracy misjonarza ludowego, odznaczając się miłością bliźniego, otwartością, przywiązaniem do zakonu. Bobola został oceniony pod wieloma względami pozytywnie, choć instruktor dostrzegł pewne wady – wybuchy zniecierpliwienia, upodobanie do jedzenia i picia, przeciętne opanowanie emocji. W Nieświeżu Andrzej pozostał na kolejny rok, pełniąc funkcję rektora kościoła i misjonarza. Od 1624 do 1630 roku przebywał w Wilnie, gdzie wsławił się jako moderator Sodalicji Mariańskiej, która ofiarnie włączała się w nabożeństwa oraz prace na terenie szpitali, przytułków i więzień.

Czas pracy duszpasterskiej w Wilnie, na którą obok zadań moderatora kongregacji składały się obowiązki spowiednika, kaznodziei, rektora kościoła Św. Kazimierza w latach 1626-1628, wypełniły starania o dopuszczenie Andrzeja do publicznej profesji. Przeszkodą był negatywny wynik egzaminu ad gradum. Brak ten mogły zrównoważyć wybitne zdolności kaznodziejskie, biegła znajomość nauk humanistycznych lub języków orientalnych. Bobola spełniał te warunki, co uporczywie podkreślał Prowincjał Litewski – ojciec Jan Jamiołkowski, domagający się dla niego zgody na złożenie uroczystej profesji. Przełożony zakonu jezuitów postawił jednak dodatkowe wymagania. Andrzej miał pracować nad swoim charakterem: ograniczyć upór, wybuchy zniecierpliwienia. Było to zadanie na całe życie. 2 czerwca 1630 roku w kościele Św. Kazimierza w Wilnie podczas Mszy św. sprawowanej przez prowincjała Jamiołkowskiego Andrzej złożył publiczne śluby zakonne. Wydarzenie to zakończyło okres przygotowań do właściwej posługi ojca Andrzeja jako kapłana, kaznodziei i kierownika szkół. I choć przełożeni nie wróżyli mu w tych zadaniach powodzenia ze względu na wady usposobienia, to pełnił je wzbudzając wśród ludzi zaufanie i szacunek.

Na lata 1630-1633 przypadł czas pracy jako przełożonego w Bobrujsku, gdzie katolicy byli szczególnie zaniedbani. Kolejne lata życia spędził w Płocku (1633-1635), pełniąc funkcję moderatora Sodalicji Mariańskiej. Następnie przez rok był w Warszawie, gdzie głosił kazania. W 1637 roku ponownie skierowano go do Płocka w charakterze kaznodziei i prefekta kolegium. Lata 1638-1642 spędził w Łomży jako dyrektor szkoły oraz doradca rektora kolegium. W lipcu 1642 roku przebywał czasowo w Wilnie, biorąc udział w kongregacji profesorów, a pod koniec tego roku przeniesiono go do Pińska. Przebywał tam do 1646 roku opiekując się Sodalicją Mariańską i kierując szkołą. Z powodu kłopotów ze zdrowiem w tymże roku, na kolejne sześć lat, powrócił do Wilna. Głosił kazania, miał wykłady z Pisma Świętego, był doradcą prepozytów. Latem 1652 roku ponownie znalazł się w Pińsku i pozostał tam, z niedługimi przerwami, do końca swego życia.

Był to czas szczególnie owocny w pracy duszpasterskiej ojca Andrzeja. Urządzał wyprawy misyjne na obszary między Pińskiem a Janowem Poleskim. Docierał do trudno dostępnych wiosek, gdzie poziom religijny ludzi był niski. Nauczał katechizmu, udzielał sakramentów, pouczał jak żyć i szczególną troską otaczał zaniedbaną młodzież. Otwartość i pogodne usposobienie torowały mu drogę do ludzkich serc. Wśród zasług ojca Boboli niewątpliwą było otaczanie opieką nie tylko katolików, ale i unitów. Dużo wysiłku poświęcił prawosławnym. Doprowadził do przejścia na katolicyzm dwóch wsi prawosławnych. Za to wszystko płacił umartwieniem w kwestii pożywienia, ograniczał także temperament ujawniając pokorę, cierpliwość, posłuszeństwo i panowanie nad sobą. Najwyższą cenę przyszło mu jednak zapłacić dnia 16 maja 1657 roku.

OFIARA Z SIEBIE

?Ludzie święci, błogosławieni, a szczególnie męczennicy
są tymi, dzięki którym umacnia się wiara w Chrystusa.?
ks. kard. Józef Glemp

Zrozumienie wydarzeń, które rozegrały się pamiętnego majowego dnia w Janowie Poleskim,wymaga krótkiej dygresji historycznej. Od wieków na ziemiach obejmujących obszar posługi Andrzeja Boboli krzyżowały się wpływy polskie i moskiewskie. Od pokoleń też obok siebie żyli tu ludzie różnych wyznań: prawosławni, katolicy obrządku rzymskiego i unickiego. Podziały religijne miały swoje źródło w skomplikowanej historii tych ziem. XVII wiek był szczególnie burzliwy w dziejach Polski. Kraj stał w obliczu zagrożenia ze strony Turków, Tatarów i Szwedów. W drugiej połowie wieku wciąż groźni byli Kozacy, którzy od buntu Chmielnickiego w 1648 roku występowali przeciwko Rzeczpospolitej. Za jedno ze swoich zadań uznali obronę prawosławia przed katolicyzmem.

W 1657 roku Wołyń i Polesie były nieustannie nękane przez napadające na wsie i miasteczka watahy kozackie. Jedna z nich zajęła Pińsk, poszukując pracujących tam jezuitów uważanych za szczególnych ?szkodników?. W obliczu zagrożenia ojciec Andrzej Bobola opuścił miasteczko i schronił się w Peredyle. Kozacy dowiedzieli się o tym i wyruszyli, aby pojmać uciekiniera. Oto jak wydarzenia te opisał jezuita – ojciec Jan Poplatek: ?Kozacy dopadli go jeszcze w Peredyle, jadącego wozem. Woźnica Jana Domanowski rzucił lejce i zbiegł do lasu, Andrzej zaś pozostał na miejscu i polecając się Bogu, oddał w ich ręce. Było już popołudniu. Kozacy powierzyli swe konie Jakubowi Czetwerynce i poczęli natychmiast ?nawracać? Andrzeja na wiarę prawosławną. Namowy i groźby nie odniosły skutku, wobec tego obnażyli go, przywiązali do płotu, skatowali nahajkami, poczem odwiązanego bili po twarzy, przyczem Andrzej postradał kilka zębów. Następnie związali mu ręce, umieścili go między dwoma końmi, do których go przytroczyli i ruszyli do Janowa. Kiedy w ciągu czterokilometrowego marszu Bobola opadł z sił, popędzali go nahajkami i lancami, po których pozostały dwie głębokie rany w lewym ramieniu od strony łopatki, prócz tego jedno cięcie, prawdopodobnie od szabli, na lewym ramieniu.

Odarty z odzienia, pokryty sińcami i krwawiącemi ranami, odbył Andrzej swój wjazd triumfalny do Janowa, gdzie eskorta oddała go niezwłocznie w ręce starszyzny. Tu przyjęto go podobno szyderstwami i okrzykami: ?To ten Polak, ksiądz rzymskiej wiary, który od naszej wiary odciąga i na swoją polską nawraca!? Jeden z kozaków dobył szabli i wymierzył cięcie w głowę Boboli, ten jednak w skutek naturalnego odruchu uchylił się i zasłonił ręką, tak że częściowo udaremnił śmiertelne cięcie, ale za to poniósł bolesną ranę w pierwsze trzy palce prawej ręki. (…)

Na rynku janowskim w pobliżu drogi wiodącej do Ohowa, stała szopa Grzegorza Hołowejczyka, służąca za rzeźnię i jatkę. Wprowadzono tam Bobolę, rzucono na stół rzeźnicki i uwiwszy wieniec z młodych gałęzi dębowych ściskano mu głowę. Następnie wzywając go do porzucenia wiary katolickiej, przypiekali mu ciało ogniem. Stałość Andrzeja doprowadzała ich do coraz większego okrucieństwa. ?Temi rękami Mszę odprawiasz, my cię lepiej urządzimy?, mieli wołać do niego i wbijali mu drzazgi za paznokcie. ?Temi rękami przewracasz kartki ksiąg w kościele, my ci skórę odwrócimy, ubierasz się w ornat, my cię lepiej ozdobimy, masz za małą tonsurę na głowie, my ci wytniemy większą?, wołali podobno w dalszym ciągu, zdzierając nożami skórę z rąk, piersi i głowy, odcinając wskazujący palec lewej ręki, końce obydwu pierwszych palców i wycinając skórę z dłoni. Łaska, jakiej Bóg udziela swoim wybranym męczennikom, krzepiła Bobolę i dodawała mu wprost nadludzkich sił fizycznych i moralnych, dzięki czemu, poddając się woli Boga, wśród jęków wzywał świętych imion Królów i Królowej Męczenników, Jezusa i Marji, a w odpowiedzi na szyderstwa i bluźnierstwa swych katów, wzywał ich do opamiętania. Ci prowadzili swe ohydne dzieło w dalszym ciągu. Wykłuli mu prawe oko, przewrócili na drugą stronę, zdzierali mu skórę z pleców i świeże rany posypywali plewami z orkiszu, odcięli mu nos i wargi, przez otwór wycięty w karku, wydobyli język i odcięli u nasady, wreszcie powiesili go u sufitu za nogi, głową w dół i naśmiewali się z ciała rzucającego się w konwulsjach i skurczach nerwowych: ?Patrzcie, jak Lach tańczy!? Dwugodzinne katusze dobiegły już końca, odcięty ze sznura, padł Bobola na ziemię odziany w najcenniejszy ornat, bo utworzony z purpury krwi własnej (…). Dwukrotne cięcie szablą w szyję było ukoronowaniem tragedji janowskiej, której ofiarą padł dnia 16 maja 1657 roku.?

Oczom ludzi, którzy weszli do miejsca kaźni, ukazał się przerażający widok. Ciało ojca Andrzeja leżało na stole okrutnie okaleczone. Przeniesiono je początkowo na plebanię kościoła parafialnego w Janowie, a następnie przewieziono do Pińska. Tutaj odbył się skromny pogrzeb, w czasie którego trumnę z ciałem umieszczono w podziemiach kościoła jezuitów.

Śmierć ta nie była niczym nadzwyczajnym w owych czasach. Dlatego też w Kolegium Pińskim odnotowano ją w lakoniczny sposób. Andrzej Bobola był czterdziestą dziewiątą i nieostatnią ofiarą, jaką zakon złożył na kresach.

W BLASKU ŚWIĘTOŚCI

?Ujrzałem pod ołtarzem dusze zabitych dla słowa Bożego
i dla świadectwa jakie mieli.?
Ap 6,9

Męczennicy, świadkowie i wyznawcy Chrystusa, przez wylanie własnej krwi stali się od samego początku szczególnie czczeni w Kościele. Jedną z form oddawania czci świętym odnajdujemy w kulcie relikwii, o które zabiegał każdy kościół. Zdarzało się, że odwlekano z konsekracją, aby najpierw zdobyć odpowiednie cząstki męczenników i umieścić je w ołtarzu. Spowodowało to dzielenie relikwii oraz poszukiwanie nowych. Wzrastało jednocześnie znaczenie miejsc, które cieszyły się posiadaniem ciała męczennika.

Kult związany z osobą Andrzeja Boboli zainicjowało wydarzenie, jakiego doświadczył Marcin Godebski – od 1700 roku rektor Kolegium Pińskiego. 16 kwietnia 1702 roku we śnie, ukazał mu się ojciec Andrzej i obiecując opiekę nad całym domem polecił, aby odnaleziono jego ciało w krypcie pod kościołem i umieszczono oddzielnie. Trzydniowe poszukiwania były niezwykle trudne. Od śmierci ojca Boboli minęło 45 lat, a kolegium przechodziło burzliwe dzieje. W końcu udało się wydobyć właściwą trumnę, która otworzona ukazała doskonale zachowane ciało Męczennika. Oczyszczono je, przełożono do nowej trumny i mieszczono w środku krypty.

Od tego momentu datuje się prawdziwy kult Andrzeja Boboli. Do jego grobu przybywały pielgrzymki, upraszano łaski dla kolegium i całej Pińszczyzny. Rozpoczęły się starania o beatyfikację, zainicjowane w latach 1712-1719 procesem informacyjnym w Pińsku i kolejnym w Janowie Poleskim, w roku 1727. Droga do wyniesienia na ołtarze była długa i żmudna. Kiedy w 1755 roku papież Benedykt XIV wydał dekret, w którym uznał, że Sługa Boży Andrzej Bobola poniósł śmierć za wiarę i może być zaliczony do grona Męczenników Kościoła, wydawało się, że przesądzi to o beatyfikacji. Tymczasem trzeba było na nią poczekać niemal 100 lat. Dopiero 30 października 1853 roku dokonał jej Pius IX.

Przez wiele lat bł. Andrzej Bobola upraszał łaski. Jego opiece powierzali się jezuici wyjeżdżający do pracy wśród unitów poleskich i żołnierze walczący na froncie podczas I wojny światowej. Z odzyskaniem niepodległości przypomniano zdarzenie, które miało miejsce w 1819 roku. Andrzej Bobola ukazał się dominikaninowi – ojcu Alojzemu Korzeniewskiemu, gdy ten modlił się w swojej celi. W trakcie wizji, jakiej doświadczył, usłyszał wypowiedziane przez Bobolę słowa: ?Gdy wojna, której masz obraz przed sobą, zakończy się pokojem, Polska zostanie odbudowana i ja zostanę uznany jej głównym patronem.? Listopad 1918 roku okazał się cudownym wypełnieniem części proroctwa.

Na uwagę zasługuje moment podjęcia starań o kanonizację Błogosławionego. W 1920 roku na młode, dopiero odnowione państwo polskie, runęła armia bolszewicka. W dniach od 6 do 15 sierpnia w kościołach Warszawy odprawiano nowennę do bł. Andrzeja Boboli. 8 sierpnia ulicami stolicy przeszła procesja z relikwiami bł. Władysław z Gielniowa i bł. Andrzeja Boboli. W ostatnim dniu nowenny wojska polskie odniosły zwycięstwo nad armią bolszewicką.

Biskupi polscy słali do Watykanu prośby o kanonizację bł. Andrzeja w nadziei, że będzie Patronem odradzającej się Polski. W tych staraniach wspierali ich jezuici oraz mieszkańcy Polesia. Jednym z wymogów kanonizacyjnych było stwierdzenie dwóch nowych cudów, dlatego przez kolejne lata nie szczędzono trudów w rozpowszechnianiu kultu Błogosławionego. Ważnym etapem ku kanonizacji była obecność ciała bł. Andrzeja Boboli w rzymskim kościele jezuitów Il Gesu. Liczne łaski i uzdrowienia, rozbudzenie kultu Męczennika, doprowadziły do wznowienia procesu kanonizacyjnego i ostatecznie w Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego – 17 kwietnia 1938 roku, bł. Andrzej Bobola został ogłoszony Świętym.

Z dziejami kultu Męczennika ściśle połączone są dzieje relikwii. Przez wiele lat, od momentu odnalezienia ciała, centralnym miejscem kultu był Pińsk. Trumna z ciałem Męczennika spoczywała tam w krypcie kościoła jezuitów, który po usunięciu zakonu przeszedł w ręce duchownych unickich, a po roku 1793 został oddany prawosławnym bazylianom.

W 1808 roku relikwie przewieziono do Połocka – kolejnego miasta o szczególnym kulcie Męczennika. Opiekunami relikwii byli początkowo jezuici. Kiedy wydalono ich z Rosji, pieczę nad ciałem powierzono pijarom. Rok 1830 przyniósł kolejną zmianę. Trumnę Andrzeja Boboli przeniesiono do kościoła parafialnego pozostającego w rękach dominikanów.

W latach 1857 i 1896 miały miejsce kanoniczne rewizje ciała Błogosławionego, które za każdym razem ujawniały jedno – dobrze zachowany stan. W 1917 roku, w czasie kolejnych oględzin ciała, wyjęto z niego trzy żebra, z których jedno rok później trafiło do kościoła św. Barbary w Krakowie. Wcześniej już oddzielano od niego części, aby przekazać jako relikwie papieżowi Piusowi IX, kościołom i poszczególnym czcicielom.

Za życia Andrzej Bobola wiele wycierpiał od swych prześladowców, szczególnie w chwili męczeństwa. Po śmierci jego doczesne szczątki były szykanowane przez władze sowieckie. W 1922 roku trumna Błogosławionego została zbeszczeszczona przez członków specjalnie powołanej komisji, która miała wykazać, że ciało nie mogło przetrwać w stanie nienaruszonym. Ku zaskoczeniu obecnych zwłoki nie rozsypały się, choć rzucono nimi o posadzkę. Po profanacji tłumy połockich parafian uczestniczyły w nabożeństwach ekspiacyjnych, a władze na Kremlu zdecydowały o wywiezieniu ciała Błogosławionego do Moskwy. 22 lipca 1922 roku zostało ono zabrane z Połocka.

Jednocześnie Watykan rozpoczął starania o odzyskanie relikwii. Do pomyślnego zakończenia pertraktacji przyczyniła się trudna sytuacja ekonomiczna Rosji dotkniętej klęską głodu. Władze sowieckie ze względu na pomoc, jakiej Stolica Apostolska udzieliła głodującej ludności, nie mogły odmówić spełnienia prośby. Ciało miało być przywiezione w największej tajemnicy do Rzymu z ominięciem Polski. Wydobyto je z zaplecza Wystawy Higienicznej Ludowego Komisariatu Zdrowia, dokładnie zabezpieczono i przewieziono do Rzymu. Do Wiecznego Miasta przybyło 1 listopada 1923 roku. Początkowo złożono je w kaplicy św. Matyldy na Watykanie po to, aby następnie przenieść do jezuickiego kościoła Il Gesu. Wydarzeniom tym towarzyszyły liczne uroczystości ku czci Męczennika.

Po kanonizacji cała Polska oczekiwała na powrót ciała św. Andrzeja Boboli. W czerwcu 1938 roku odbył się triumfalny pochód relikwii do Warszawy. Po drodze przyjmowały Świętego, oddając mu hołd: Lublana, Budapeszt, Bratysława. Granice rodzinnego kraju otworzyły się przed nim 11 czerwca. W Zebrzydowicach, które jako pierwsze powitały orszak z relikwiami, odprawiono wspaniałe nabożeństwo. Tłumy rodaków oczekiwały w kolejnych miastach na trasie przejazdu trumny z ciałem Męczennika: w Katowicach, Krakowie, Poznaniu. Wszędzie odbywały się nabożeństwa, manifestowano publicznie przywiązanie narodu do wiary. Stolica przyjęła św. Andrzeja Bobolę 17 czerwca 1938 roku. Przez trzy dni wierni oddawali hołd relikwiom Męczennika w Archikatedrze św. Jana. 20 czerwca ciało złożono w kaplicy jezuitów przy ulicy Rakowieckiej.

Zawierucha wojenna nie oszczędziła relikwii. Były ukrywane i przenoszone, ale szczęśliwie ocalały. Po wojnie powróciły na swoje dawne miejsce. W czasie uroczystych obchodów 50-lecia kanonizacji św. Andrzeja Boboli, relikwie zostały w dniu 17 kwietnia 1988 roku przeniesione do nowo wybudowanego kościoła-sanktuarium pod wezwaniem Świętego przy ulicy Rakowieckiej, gdzie znajdują się do dzisiaj.

Dorota Białas

Dodaj komentarz